Przejdź do treści

#dobrzerozmawiać – wywiad z Moniką Styczek-Kuryluk i Robertem Kurylukiem

Stworzono / zmodyfikowano 16/02/2024 przez sperczil

Październik 2023

Koop: Jak to się stało, że macie gospodarstwo? Czy to jest taka sytuacja, że jest z dziada pradziada czy może świadomy wybór ucieczki z miasta? 
Robert: W moim przypadku to jest sytuacja rodzinna. To gospodarstwo założyli moi pradziadkowie w tym miejscu, dokładnie sto lat temu, i ja jestem czwartym pokoleniem, które gospodarzy na tej ziemi. A rolnictwo ekologiczne to jest mój świadomy wybór. Po prostu tak zdecydowałem, tak chciałem gospodarzyć. 
Monika: U mnie ta myśl trochę kiełkowała, ponieważ nie jestem z miasta i nie miałam jako dziecko za wiele do czynienia z rolnictwem, więc już jako osoba dorosła podjęłam świadomą decyzję, że tak chcę żyć i prowadzić gospodarstwo ekologiczne. A mój mąż mnie przygarnął ;)

K: Kto prowadzi gospodarstwo?
M: Razem.
R: Razem prowadzimy.


K: Jaki jest profil gospodarstwa?
R: Zależy jaką nomenklaturę będziemy stosować. Określiłbym to jako uprawy polowe z uprawami zielarskimi, bo mamy plantację kozłka lekarskiego.

K: Czy macie jakąś ulubioną uprawę?
R: Myślę, że będzie to dynia z przeznaczeniem na pestkę dyni. 

K: A czy macie plany, żeby coś innego uprawiać?
R: W tym sezonie wykiełkował taki pomysł, żeby wprowadzić do uprawy soczewicę. Soczewica to jest to roślina motylkowata – dzisiaj to pewnie jest nazwa bobowate. Chodzi o to, żeby bilans azotowy był jak najlepszy. Dążymy do tego, żeby procentowy udział roślin motylkowatych był jak największy w miarę możliwości, więc padło na na soczewicę. Przy okazji wyklarował nam się ładny rynek zbytu. Spróbujemy. 


K: Dlaczego gospodarstwo jest ekologiczne? 
M: Nie ma lepszego sposobu na prowadzenie gospodarstwa rolnego.
R: To się zaczęło ode mnie. W 1995 roku podjąłem taką decyzję. Czyli już można powiedzieć w ubiegłym wieku i był to świadomy wybór. Po prostu widząc co się dzieje dookoła, widząc jakie są warunki, jakie są kierunki rozwoju i czasy transformacji, stwierdziłem że gospodarstwo tej wielkości i o tym profilu nie ma szans ścigania się w tym konwencjonalnym wyścigu wydajności, rekordów zbioru, monokultur i tak dalej. Stwierdziłem, że niszą rynkową i sposobem na życie będzie właśnie rolnictwo ekologiczne. Podwalinami mojej decyzji na pewno nie były czynniki ekonomiczne typu subwencje czy dopłaty, bo wtedy tego w ogóle nie było. Nie były to też takie pobudki zdrowotne, że nagle straciłem zdrowie i stwierdziłem ‘no zajmę się czymś co nie truje’. Nie, po prostu chciałem w ten sposób żyć, w ten sposób produkować, zgodnie z takim sztandarowym hasłem: “nie niszcząc ziemi, nie szkodząc konsumentom”.

K: A jak wygląda wasza codzienna praca? Macie czas na odpoczynek?
R: Jest coraz więcej pracy. Wydaje się, że hektarów nam nie przybywa, ale pracy z każdym rokiem jest coraz więcej. Może dlatego, że po prostu przetwarzamy nasze surowce i staramy się wyciągnąć z tego ziarenka przysłowiowego jak najwięcej, żeby nie było tych produktów ubocznych, żeby wszystko znalazło swoje zastosowanie, swój rynek. Może dlatego tej pracy jest coraz więcej. 


K: A jak to się stało, że współpracujecie z Kooperatywą Dobrze? Od jak dawna. 
M: Od początku istnienia kooperatywy. Przyjechaliście kiedyś na Dobre Żniwa do Ewy i Petera. To były takie takie Dobre Żniwa, gdzie kilka kooperatyw z całej Polski przyjechało się zaprezentować. 2013 lub 2014, jeśli dobrze pamiętam. Tam było nasze pierwsze spotkanie i musimy przyznać szczerze, że tak naprawdę przez ten okres 10 lat najlepiej z wami nam się współpracuje. 

K: Czy widzicie dużą różnicę we współpracy z kooperatywami i innymi odbiorcami? 
M: Tak, jest duża różnica. Każdy klient czy to indywidualny, czy kooperatywa, czy firma ma swoje plusy i minusy. To nie jest tak, że jedna dana forma jest najlepsza, a inne są gorsze. Natomiast jeśli mielibyśmy jakby porównać wśród kooperatyw, to z wami nam się najlepiej współpracuje pod takim kątem, że po prostu ta współpraca jest ciągła. Czyli w momencie jak ją zaczęliśmy, tych właśnie 10 lat – czy niespełna 10 lat – temu, to nie jest tak, że nagle znikamy czy wy znikacie na rok czy na dwa albo, że to są bardzo nieproporcjonalne zamówienia. Możemy przewidzieć, co się wydarzy i mamy takie poczucie, że to jest taka obustronna współpraca, a różne kooperatywy inne działają naprawdę w przeróżny sposób i ta przewidywalność jest mała. Na pewno dużą zaletą jest to, że są sklepy, gdzie nie tylko sami członkowie kooperatywy mogą się zaopatrzyć w produkty od rolników, ale każdy człowiek idący ulicą w Warszawie może tam wejść, zobaczyć, sięgnąć po dany produkt bądź przynajmniej o niego zapytać. Podejrzewam, że to jest oczywiście bardzo ryzykowne dla takiej kooperatywy. To jest duże ryzyko i nie wiadomo, czy takie przedsięwzięcie się uda. Jest to też związane z dużą ilością dodatkowej pracy, kosztami i tak dalej. Natomiast również daje bardzo duże możliwości i jakieś takie perspektywy, które po prostu wy wykorzystaliście i z naszej oceny dobrze wam to wychodzi.


K: Czy macie jakąś radę dla rolników, którzy chcieliby nawiązać współpracę z kooperatywą?
R: Po prostu trzeba się odważyć i zrobić pierwszy krok. 
M: Rolnicy z naszych obserwacji dzielą się na takich, którzy lubią pracować i lubią sprzedawać swoje produkty; na takich, którzy lubią pracować, ale nie umieją sprzedawać swoich produktów i na takich, którzy nie lubią pracować i nie sprzedają produktów. Tak więc taka rada dla rolników, tych którzy mają takie możliwości. Bo to nie wystarczy być rolnikiem, mieć gospodarstwo i już można wprowadzać na rynek produkty – tam jest jeszcze dużo innych różnych uwarunkowań, które trzeba spełnić, żeby taką współpracę podjąć. Natomiast moja rada dla rolników, którzy chcieliby i mają takie techniczne możliwości, jest taka, żeby po prostu nie zrażać się swoimi niepowodzeniami zbyt szybko ale także niepowodzeniami po stronie kooperatywy –  tej czy innej. Nie zawsze wszystko dobrze wychodzi, tak jak byśmy sobie zaplanowali. Znamy taki profil rolników, którzy mają w sobie coś takiego, że jeszcze nie zaczęli współpracy, a już rezygnują: “Gdzie ja będę jeździł z workiem kartofli przez pół Polski?”. Od razu szacują to, że to im się nie będzie opłacać. My zaczynaliśmy wożąc wam dynię Hokkaido, która jest stosunkowo tania tak przeliczając na kilogramy, ale poświęciliśmy ten wysiłek i czas. Mamy 220 km do Warszawy, dzieci wtedy były naprawdę malutkie, ale jednak sukcesywnie dowoziliśmy tę dynię. Jeżeli porównam to, co robiliśmy dla was we współpracy na początku, tych 8 czy 9 lat temu, a to, co robimy dziś, mogę powiedzieć że nam się to bardzo opłacało. Taka jest rada też dla rolników, żeby nie kalkulować wszystkiego na już i czy to mi się teraz opłaca finansowo, tylko żeby wejść we współpracę i zobaczyć, w jaki sposób na przestrzeni wielu lat możemy z tego zrobić coś pożytecznego. 
R: A ja myślę, że radą dla rolników będzie to, żeby rolnicy zaprzyjaźnili się z konsumentami, na których potrzeby produkują. Chodzi o to, żeby rolnik nabrał tej świadomości, że po drugiej stronie jest ktoś, kto kupuje ten produkt. Że to nie jest tak, jak kiedyś w dawnych czasach: chłop śpi, w polu rośnie, później się wiezie to do gminnej spółdzielni i na tym się kończy cała ta nasza współpraca. Nie, dzisiaj musimy zaprzyjaźnić się z marketingiem i zaprzyjaźnić się z konsumentem, żebyśmy byli świadomi tego, że dzieło naszych rąk trafia do kogoś i to nie jest ktoś anonimowy. I myślę, że to jest przepis na to, jak jak zacząć współpracę z kooperatywą. 


K: Prosimy teraz o jedno zdanie od was do do osób członkowskich i klienckich naszej kooperatywy. 
M: Przede wszystkim, dziękujemy za to że że kupują nasze produkty. Gdyby ich nie potrzebowali, to my byśmy ich nie dostarczali. Tak więc najpierw to wdzięczność, że doceniają ten nasz trud i wysiłek, który wkładamy każdego roku, żeby te produkty były. Też życzymy im tego, żeby poprzez tę swoją świadomość też zarażali innych: swoje rodziny, sąsiadów, osoby z którymi współpracują. No i też żeby o nas nie zapominali: nie tylko sięgając po produkt, ale też o tym, że to takiego rolnika można przyjechać, można zobaczyć co się u niego dzieje. My naprawdę nic tutaj nie ukrywamy, przyjmując was, tak jak dzisiaj, z całą grupą. Bo ta więź to nie jest tylko kwestia opłaconej faktury. Po latach wielu rozmów telefonicznych czy właśnie tych wizyt, ona się wzmacnia. Mi się wydaje, że to jest też główna motywacja dla obu stron, zarówno dla członków jak i dla nas rolników, żeby to funkcjonowało, bo jedni dla drugich są potrzebni i to jest fajne. 
R: Dla mnie bardzo ważne jest, że po tej drugiej stronie są świadomi ludzie, którzy sięgają po nasze produkty. Chciałem powiedzieć, że to wasze działanie daje dla nas motywację do pracy i nadaje głęboki sens temu co robimy. Ja bym nie miał satysfakcji sprzedając swoje produkty do jakichś pośredników, którzy nie wiadomo, co zrobią z tym towarem, nie wiadomo jaką marżę do tego doliczą i gdzie ten towar pojedzie. Dla mnie to jest ważne, ta świadomość, że ja wysyłam te produkty do Warszawy i tam świadomi ludzie przychodzą i sięgają po nie. Te środki, które przeznaczają na zakup tej żywności, powodują to, że ja mogę tutaj się rozwijać, że ja mogę realizować tę ideę rolnictwa ekologicznego. Bez tego świadomego wyboru nie miałbym szans i żadne dotacje unijne by nie spowodowały tego, żebym ja mógł się rozwijać. A tak jest to dla mnie ogromny impuls, ogromna motywacja do pracy. Chciałbym po prostu podziękować za to – podziękować za świadomy wybór. 

K: My też Wam bardzo dziękujemy. Dziękujemy też w imieniu członków, członkiń, klientów i klientek. Dla nich ważne jest wiedzieć, kto produkuje kupowane przez nich produkty.
M: Bardzo też fajne jest też to, co robicie w sklepie. Produkty, które mają etykiety siłą rzeczy nie są anonimowe. Ale te rzeczy na wagę podpisujecie, skąd ten surowiec pochodzi. Tam jest z reguły nazwisko rolnika. Myślę, że to jest bardzo fajne, że ta żywność nie jest anonimowa. 
R: W tych czasach, w których żyjemy to jest szalenie ważne. Teraz wiele łańcuchów jest zerwanych albo jest na chorych zasadach. Myślę, że to co robicie, uzdrawia tę sytuację i buduje prawdziwe relacje, tak, jak były kiedyś, czyli producent-konsument.

K: Na tym zależy nam w kooperatywach – na jak najkrótszym łańcuchu.
R: Także, oby dobrze się działo.